niedziela, 15 października 2017

Cudowna niedziela

Piękny dzień, słońce i wszystkie kolory jesieni mienią się w moim ogrodzie. Cudownie jest usiąść z kubkiem kawy, zanurzyć się w fotelu, zamknąć oczy, nigdzie się nie spieszyć i łapać promienie słońca. Życiodajne promienie, których za chwilę będzie nam brakować. Ptaki śpiewają, wiatr muska włosy. Wspaniale, chwilo trwaj.

Po dwóch tygodniach skończyłam fioletowe dzieło. Powstawało misternie kwadracik po kwadraciku.


Składa się z 63 kwadratów i po 9 na rękawy. Całość obrobiona czarną  włóczką. Jestem dumna i bardzo mi się podoba moje dzieło. Jutro premiera i foty z ludziem. Miłej niedzieli.


czwartek, 5 października 2017

Na przekór jesieni fioletowo mi.

Jesień mieni się miedzią, słońcem i brązami, a ja dalej w fioletach. Fiolety Elżbiety rządzą. Płaszczyk w paski zainspirował mnie do paznokci w fioletach.



Każdy paznokieć ma inny kolor fioletu z efektem kociego oka. Kończę również bluzeczkę w głębokim fiolecie. Zdjęcie juz nieaktualne bo są rękawy już robione.
W pracy też fioletowo. Powstała karta ślubna oczywiści również w tych kolorach.



Nieco inaczej rozkładana niż dotychczas robione, ale lubię nowe rozwiązania.
Wieczorem buszowałam po pracowni i znalazłam sporo resztek, motków fioletowych i 2 czarne.  Znów inspiracja i znów następny projekt. W sieci króluje projekt płaszczyka z nieco innych kwadratów babuni.

A oto moja wariacja na temat oczywiście fioletowa.
Dziś będę szaleć dalej, choć muszę skończyć bluzeczkę. Miłego dzionka.




sobota, 23 września 2017

Ciągle pada...

Złota Polska Jesień w tym roku utkwiła w  niebycie. Pada i pada. Pogoda w sam raz na dzierganie, ale skutki opadów są opłakane. Sezon palenia w kominku wczoraj został otwarty. Siedzieliśmy z kawusią z mężem przy kominku rozkoszując się ciepłem i zapachem drewna. Nawet kot usadowił się na kolanach zahipnotyzowany patrzył w ogień. Lubię te chwile. Zawsze marzyłam o kominku, o takich chwilach, które mogę jeszcze dzielić z kimś wyjątkowym. Nie ma już takich mężczyzn. Mój mąż, mój stylista, mój doradca, fotograf, krytyk i przyjaciel. O jak dobrze, że Ciebie mam.
Dziergam cały tydzień wieczorami fioletowe szaleństwo. Tamte elementy nie podobały mi się, więc znalazłam nowy wzorek, szybko się robi, jest delikatniejszy.

Mam już 5 rzędy po 5 szt. Oczywiście mój akryl w szpulach w 2 nitki.
Zrobiłam też kolejny naszyjnik w rudościach. Mam taką ciepłą spódnicę w kratę rudo-biało-czarną, a teraz takie będę nosić więc zrobiłam rudzielca.
Pomysł obrobienia największego kwiatka czarną włóczką był męża, jak pokazałam, to stwierdził, że jest mdły i trzeba go wykończyć czarnym. Miał rację, efekt znakomity.
Równocześnie działam na wielu frontach. Do bluzeczki w cieniowanych bordach zachciało mi się kardiganu do kompletu, ale musi być grubszy, więc lecę w 3 nitki.


Element wychodzi większy i grubszy, ale o to właśnie chodziło.
Co do cudeńka bordowego z 7 elementów to dziergam i mierzę powiększając go. 
Jeszcze gdzieś 2 rzędy i chyba starczy. Tak więc tydzień miałam niezwykle pracowity, a weekend dopiero zaczęty. Plany mam wieeeelkie. Miłej soboty i cieplutkiej niedzieli.


niedziela, 17 września 2017

Sposób na deszczową niedzielę

I leje, pada, mży, ogólnie wilgotno i do kitu. Ale ja się nigdy nie nudzę. Od dawna chciałam zrobić sobie naszyjnik w szarościach i srebrze, taki "księżycowy". Ostatnio nosze takie rzeczy jak kupiłam szare spodnie. Ale jak szaro, to nie znaczy, że nie na bogato, świecąco, barokowo. Spędziłam pół niedzieli na yuotoobie i robiłam kwiatki. Chciałam, żeby były inne, niż w poprzednich naszyjnikach. Kilka razy zmieniłam koncepcję, dołożyłam diamentowy guzik, kilka elementów z biżuterii i jest "Księżycowy naszyjnik".

Elementy nie opuściły mnie i nadal szydełkuję. Zaczęłam z ciemnego fioletu bluzeczkę.

Dość fajnie się robi.
Jedne kobiety zakochują się w butach, a ja w ciuchach ręcznie robionych, i znów mnie wzięło. Takie cudo z 7 elementów. Muszę mieć.

Jaka gruba ta włóczka musi być na szydło nr 7, niestety nie mam takowej, więc trzeba powiększyć element. i tak robię po 1 okrążeniu, dumam, myślę. Zobaczymy. Wzięłam 3 nitki arylu szpulowego, szydło 4 i jadę,
a co z tego mariażu wyjdzie - zobaczymy.
Tak więc moja niedziela była owocna i udana, nawet nie wiem kiedy zleciał dzień.



czwartek, 14 września 2017

Trochę dyscypliny, czyli turkusowo mi.

Dzisiejszy post jest turkusowy. Musze się zdyscyplinować, bo ilość zaczętych prac mnie przerasta. Co zobaczę, to zaczynam. Zaczyna się od elemencika, jak wyjdzie, jaki duży i...  idzie!!!! Turkusowy sweterek skończony, wstyd powiedzieć ale robię ponad miesiąc. Wiatr tak wieje, że mam wrażenie jakby wywiało mi wszystkie myśli.



Jest leciutki, jakby nic nie ważył. Jestem zadowolona. Ładnie się prezentuje z bluzka koszulową białą. Już myślę o fioletowym bo takiego jeszcze nie mam.
Nie ominęło mnie również szaleństwo kauflandowych włóczek. Mam i ja, melanż turkusowy. tak więc teraz mam turkusowy okres.
Mam 2 motki po 200 g i jeden szary 200 g. Marzy mi się kołowiec, mięciutki, cieplutki, więc coś podziałam z tym szarym, żeby troszkę stonować pstrokaciznę melanżu.
A co do turkusów to mam jeszcze zaczęty płaszczyk kwiatkowy, nie całkiem turkusowy, ale bardziej szmaragdowy, nie mniej jednak dalej pozostajemy w tej palecie barw.
Szukam odpowiedniego elementu na fioletowy sweterek. Pewnie dziś zacznę, a fuksjowe kółka leżą i kwiczą. Mam 2 rzędy elementów i powiem, że sa bardzo pracochłonne i bardzo trzeba uważać, zeby się nie pomylić przy łączeniu.
Trochę zaburzyło mi kolorystykę posta, ale chciałam pokazać postępy, bo w poprzednim był 1 element.
Miłego dzionka.




środa, 6 września 2017

Chyba idzie jesień

I ani się człowiek obejrzał, a tu jesień idzie, wystrojona w kolorowe liście, wiatr targa włosy, a deszcz łaskocze. Znów wieczory długie przy kominku z moim "koszem szczęścia" pełnym motków i gałganków.  Ale na rodzinnej imprezie pogoda się udała, pochmurnie było, ale nie padało. To najważniejsze. Uroczystość nad zalewem, piękne widoki. Można było wyjść i pospacerować.
A moja kreacja sprawdziła się wyśmienicie. Tylko zdjęcie zrobione, jak już kapelusz był zdjęty. Mąż miał popielatą koszulę i krawat z czerwonym motywem.
Zaniedbałam ostatnio robótki, 2 tygodnie nie robiłam nic, a teraz co zacznę, to nie takie, to mi się nie podoba.
Ale elementy wciąż rządzą, turkusowy czeka na wykończenie, a mnie wzięło na bluzeczkę różową, a właściwie fuksjową.

Zrobiłam jeden element i podoba mi się, więc zrobię sobie taką bluzeczkę. Fuksjowej włóczki sporo zostało, więc mogę rządzić.
Dzisiejsza stylizacja na fioletowo. dawno zrobiony kołowiec z naszyjnikiem w komplecie.



Fotograf - to oczywiście mój kochany mąż, stylista i doradca, zawsze ze mną, zawsze kochany. Lecę dziergać, miłego popołudnia.



niedziela, 27 sierpnia 2017

I po urodzinach, czyli młodsza już nie będę.

Chyba nie tylko mnie urodziny nastrajają refleksyjnie i wspomnieniowo. Czas tak szybko leci, że ani się człowiek nie obejrzy starość puka do drzwi, a młodość można między bajki włożyć. Dostałam mnóstwo życzeń i miłych słów. A od męża prezentom nie ma końca. Najpierw metamorfoza u fryzjera, potem czerwone okulary. Następne zakupy - torebka do mojej stylizacji i na koniec sprzęt do ćwiczeń. Zapomniałam o sukience na przyszłą sobotę, na uroczystość rodzinną.





 Moja stylizacja jest już kompletna, jeszcze kapelusz jest do kompletu i czerwone szpilki.




Tak człowiek podsumowuje, wspomina, ale ogólnie lubię swoje życie, moje miejsce na ziemi. mam wszystko, co kocham i za to Bogu dziękuje. Nie martwię się starością, staram cieszyć się życiem i chcę być zdrowa. Nic mi już więcej do szczęścia nie potrzeba.
Moje plany robótkowe poszły w odstawkę z związku z zakupami, kilka dni wyjęte z życiorysu. Ale mam ochotę zrobić tą sukienkę.
Robiłam już nawet próbki, bo nie mogę się zdecydować na kolor.




 Może dziś uda mi się podziergać, choć powiem szczerze, że po świętowaniu 2-dniowym jestem zmęczona.
Miłej niedzieli.