piątek, 17 lutego 2017

W pogoni za miłością

W pogoni za rozumem już było, więc czas na pogoń a miłością. Nawet bardziej gonimy za miłością, niż rozumem, bo właściwie miłość rozum odbiera. Świętujemy ten dzień, choć właściwie dostaję od męża prezenty bez okazji i czuję się dowartościowana, dopieszczona i zauważona. Przeważnie dostaję biżuterię lub perfumy. W tym roku perfumy, moje ukochane. Przy śniadaniu taki widok:
Mój mąż też dostał wodę kolońską i dezodorant oraz wieeeelką, gorzką czekoladę. To święto sprawia, że cały dzień myśli się o miłości, zastanawia się nad związkiem, zmusza do refleksji, przynajmniej mnie. Bo o związek trzeba dbać, jak o kwiaty, potrzeba wiele cierpliwości oraz pracy zwłaszcza nad sobą. A często w miłości jesteśmy egoistami, nie wiedząc, ze miłość nie jest dana na zawsze. Jeśli się ją zaniedbuje - obumiera. Potrzeba nawet małych gestów - niedzielna kawa, którą mąż mi robi, nie szkodzi, że posłodzona 3 łyżeczki, ale zrobiona z miłością, buziak jak wychodzimy do pracy, przytulas, jak się nam coś udało. Człowiek musi czuć, że jest kochany, choć w tym zabieganym świecie o to trudno. Wiadomo, że nie można żyć w permanentnej ekstazie, bo i tak dopadnie nas szara rzeczywistość, ważne żeby ta rzeczywistość miała 256 odcieni szarości.
My jesteśmy jak te koty, czasem się droczą, mają fochy, ale zawsze mogą na siebie liczyć, choćby nie wiem co się działo.
A wieczorkiem szampan i dłuuugie Polaków rozmowy o życiu, o nas...
Kończę bezrękawnik czerwony, ale coś mi nie idzie. Znudził mi się. Ponczo turkusowe czeka na frędzle - brak pomysłu. A w głowie już świta taki o to twór z chusty. Mój będzie z rękawami w kolorze fuksji.
Wzór wykorzystam ze swetroponcza czerwonego. Dziś zrobię fotki.

niedziela, 12 lutego 2017

W pogoni za rozumem

Ja filmowa Brigit Jones gonię za rozumem, wiem, że mam niedokończone prace, a zaczynam nowe. Z czego to się bierze? A otóż mianowicie z tego, że rękodzieło jest bardzo pracochłonne, a chciałoby się mieć tę rzecz już, natetntychmiast gotową do założenia, pokazania światu, ze mam, zrobiłam! A tu mijają godziny, dni na dzierganiu, często się pruje i wraca do punktu wyjściowego. To naprawdę ciężka praca robić i czekać na efekt końcowy. Nieczęsto jednak jest i tak, że zrobimy coś i nie bardzo nam "leży" i odbiega od wymarzonego "dzieła", a wtedy chcesz się zastrzelić, popełnić sepuku, "nierobić" nic więcej. Wtedy rzecz idzie do recyklingu lub leży w "szufladzie wstydu". Ale to jest wpisane w ryzyko szydełkowe czy drutowe. Więc na nic tu rozum, więc po co go gonić. Lubię być taka.
N warsztacie turkusowe  ponczo, fajnie się robi, w miarę szybko, robię wieczorami ok 4 elementy.
Mam wyrzuty sumienia, że tyle rzeczy pozaczynanych czeka w kolejce do... Właśnie do czego?
Przeglądając magiczną szafę znalazłam swetroszal sprzed roku lub lepiej, ponad połowa zrobiona i tu moge się usprawiedliwić, że dłuuuuga robota bo 2,5 m więc mnie zniechęciło. Ale szkoda mi go bo fajny na lato lub jesień, pełny wariacji i różnych sposobów noszenia.
Moja szafa magiczna, te szpule to przędza akrylowa z której teraz robię, bordowy ogonowiec, ponczo i sukienka oraz bezrękawnik i turkusowe ponczo są właśnie z takiej przędzy, robione w 2 nitki. Jest bardzo wydajna.
Patrzę na czerwony bezrękawnik i muszę go skończyć, kawałek tyłu i przód i już koniec. Może dziś się zmobilizuję. Po obiadku, naprawdę, będę dziergolić tylko nie wiem co. Miłej niedzieli.


środa, 8 lutego 2017

Następny projekt za mną.

I znów skończony projekt. lubię ten stan, ostatnie oczka, ostatnie niteczki, frędzle i machnięcie szydełkiem.
I jest, takie jak chciałam, melanż fioletu z bordem.

Fotograf jak zwykle mój mąż, dzielnie wspierający moje szydełkowe wytwory. Frędzle dały mi popalić, robiłam je 2 dni.Ale już za mną, choć nie całkiem bo na warsztacie następne - turkusowe.
Wzorek nieco inny bardziej wiatraczkowy, aczkolwiek tyle samo rzędów. Póki co czerwony bezrękawnik leży i kwiczy. W pracy już sezon na zaproszenia komunijne i się posypało.



Cały czas jeszcze wymyślam wzory, bo te zeszłego roku już mi się nie podobają. Ponadto dostałam zmówienie, które było sporym wyzwaniem. Otóż karta na 80-te urodziny osoby duchownej. Nie chciałam iść w krzyże, różańce i za bardzo epatować religią, bo to przecież normalny człowiek. W końcu poszłam w vintage i jestem bardzo zadowolona z tej karty.

Dorobiłam kopertę do kompletu i wyszło powiem nieskromnie - super. Osoba, która zamówiła była zadowolona. I ja z siebie również.
Do tego jeszcze Walentynki, już tez projektuję kubeczki, plakaty do antyramy i inne drobiazgi. Jednym słowem pracowicie i jak przychodzę do pracy, otwieram laptopa i zaraz jest 15.30 ani się nie obejrzę. Ale cieszę się, bo udane realizacje i dalsze zamówienia motywują do działania i mam cięgle wenę twórczą. Nic więcej nie potrzebuję. Pozdrawiam wszystkich.




sobota, 28 stycznia 2017

W zwolnionym tempie

No niestety, życie samo dyktuje warunki i nie na wszystko mamy wpływ. Pomimo zdrowego trybu życia, rokitnika i innych ingrediencji to dopadł nas. Wstrętna, podstępna, niebezpieczna grypa. Mąż wcześniej, ja trochę później. Bardzo dawno nie chorowaliśmy, jakiś katar, ale dawno. A tu taka zmora. Ból głowy potworny, każdej kosteczki, do tej pory ich nie czułam, bolały włosy i paznokcie. Leżałam jak łazarz, nie dało się nic robić. Do tej pory jestem słaba, czuję się jak UFO, jakbym żyła przez szybę, w zwolnionym tempie. I ten brak apetytu, ale może to i dobrze, nie podjadam wieczorami, dużo piję.
Myślałam, że podrobię coś na szydełku, ale nie dało się. Ale przedwczoraj wróciłam do dziergania. Trochę bezrękawnik czerwony, zaczęłam ponczo turkusowe i robię ponczo z melanżu śliwki z bordem.




Wiosna niebawem, trzeba coś nowego mieć w szafie. Trzeba będzie niebawem wybrać się na ciuchy . Bluzki koszulowe to teraz hit, trzeba mieć ich kilka w szafie, a u mnie stare zapasy. Znów mam rozedrganie szydełkowe. Nie robiłam kilka dni i nie wiem co robić pierwsze, znów dostaję rozdwojenia szydełka.

środa, 18 stycznia 2017

Pierwszy projekt w tym roku

Już ponad połowa miesiąca. Skończyłam pierwszy projekt zaczęty i skończony w tym roku. Bardzo jestem zadowolona z tego bezrękawnika. Mam spódnicę o bliżej nie sprecyzowanym kolorze ni to bordo, ni fiolet, ni śliwka. Nie miałam z czym jej nosić. w moich skarbach mam akryl w szpulach w kolorze bordo i fioletu. I to właśnie te 2 niteczki bordo i fiolet dały wypadkową koloru mojej spódnicy.
Obrobiłam wzorkiem jak było w oryginale, zrobiło się romantycznie. Perły do tego i stylizacja gotowa.
tak mi sie spodobały bezrękawniki, że postanowiłam zrobić kilka. Mam sporo szpuli z akrylem w różnych kolorach. Zaczęłam więc czerwony.

Wzorek bardzo przyjemny.
Tym razem będzie w szpic. W planach turkusowy, różowy i kiwi.



piątek, 13 stycznia 2017

Nowa energia, nowe projekty.

Skończyłam czerwone swetroponczo, a zdjęcia zrobiła Jolcia, bratnia szydełkowa dusza.



Przyznam, że mam dość dużych projektów swetrowo-ponczowych i chętnie zrobię coś lżejszego gatunkowo. A ponieważ bezrękawniki wracają do łask, na wiosnę jak znalazł a ja bardzo lubię tą formę.
Znalazłam ciekawe wzorki na bezrękawniki i bluzeczki.

Zaczęłam więc, choć nie obyło się bez korowodów. Zaczynałam kilka razy, nie mogłam złapać wymiarówki. Ale w końcu się udało, choć jeden węższy kawałek leży w kącie.

Wzorek przyjemny, robię ze szpuli oczywiście, kolor ciemny bordo i fiolet - 2 nitki. Na zdjęciu nie widać melanżu ale w rzeczywistości kolor jest nieoczywisty i bardzo mi się podoba to zestawienie. Mam sporo tych wzorków, więc z pewnością powstanie kilka różnych bezrękawników, bluzeczek i innych drobiazgów. Robi się je szybko i gdyby nie to, że robię drugi raz, tył byłby dawno skończony.
A w planach jeszcze takie:
 Włoczki mam dość, bo stoją szpule: bordowa, różowa, czerwona, fioletowa, limonkowa oraz turkusowa. Do wyboru więc do koloru. Jakby któraś chciała schemat, to piszcie, wstawię.





niedziela, 8 stycznia 2017

W Nowym Roku

I mamy 2017! Mroźny, słoneczny i groźny dla wielu w kraju zwłaszcza po wichurach, sztormach i śnieżycach. Czas biegnie nieubłaganie i nie powiem w tym temacie nic twórczego. Zaczęłam od postanowienia noworocznego, że pokończę zaczęte projekty.
Swertoponczo w czerwieni, wzór ten sam co granatowe.
Zostało mi 17 rzędów i mam pobożne życzenie dzisiaj skończyć. Te kilka dni wolnego, to cudowny czas na "twórcze" leniuchowanie. Wymyślam prezenty na Dzień Babci i Dziadka, ale trudno o coś oryginalnego. Dopadało nas choróbsko, męża bolało gardło i mnie też. żanosiło się na grypę lub anginę. Ale dobra duszyczka z FB poradziła mi kurkumę z miodem oraz kwas L-askorbinowy lewoskrętny, czyli witaminę C ale taką czystą do badań laboratoryjnych. Wybraliśmy się to do sklepu ze zdrową żywnością. Zakupy: 1 kg witaminy C, kurkuma wolna od chemii, olej z rokitnika. Zażywaliśmy 3 dni, po choróbsku ani śladu. Zjedliśmy słoik miodu i opakowanie kurkumy. A swoją droga powinniśmy wrócić do naturalnych metod na choroby, bo chodzi o to, aby nie wyręczać organizmu antybiotykami i całą rzeszą niepotrzebnych medykamentów, które niszczą wątrobę i nerki, o żołądku nie wspomnę, tylko pobudzić do wytworzenia odporności na patogeny. Organizm sam w sobie jest doskonały, więc czasem trzeba mu nieco pomóc.
Spotkała mnie też miła niespodzianka,  dostałam od męża drewniany regalik do mojej pracowni, choć tam już zagracone, ale większość miałam na stole, a teraz mam porządek.


Głowę mam pełną planów, nazbierałam wzorów na bluzki, bluzeczki, sweterki, ale twardo stoję przy swoim, aby skończyć, co zaczęłam. Potem zostają takie dziwaki w "pudle wstydu" co nigdy nie doczekają się prezentacji. Mam ochotę na spódnicę:
na taki komplecik:


Na cudo z kwadratów:

na sweterek z kwiatkiem:
Oraz od dłuższego czasu męczy mnie zazdrostka do kuchni. Jak mogę nie mieć? Tyle planów, choć niedziela leniwa, słoneczna i mam ochotę patrząc na kota wylegiwać się w słońcu.