sobota, 18 marca 2017

Nowe tchnienie, nowe projekty i czerwony kapelusz.

Nowa energia we mnie wstąpiła, wzięłam się za siebie. Gimnastykuję się, ograniczyłam słodycze i lepiej się czuję. Ostatnie dni choć wietrzne i chłodne były słoneczne więc naładowałam akumulatorki.
kończę fuksjową swetrochustę.


Jeszcze kawałek do góry po połączeniu przodów i pleców, no i rękawy, ale to już mniejsze formy, szybciej pójdzie.
Zauroczył mnie sweter z elementów, bardzo prostych w formie, jednak ciekawy i oryginalny. Zakupiłam czarny kocurek - akryl, który wydał mi się idealny na ten projekt.




Musiałam pokombinować, bo w oryginale sześciobok miał tylko 5 rzędów i wychodził malutki. Mój ma 9 i musiałam jeszcze zrobić łączenie na środku każdego boku, żeby nie było dużej dziury.
Wiosennie zrobiło się na mojej kanapie. Skończyłam "nagietkową" poduchę.
Zdjęcie trochę ponure, ale taka dziś aura. Szaro, buro i ponuro, a w dodatku pada.
W pracy też mnóstwo nowych projektów. Karty upominkowe i zaproszenia, każde na indywidualne zamówienie. 

Miało być dal pań i panów, więc jest. panie mają brylanty a panowie melonik i perły.
Zapomniałam o kapeluszu. Poszłam kupić buty, ale nie było mojego rozmiaru - kupiłam kapelusz, czerwony, takiego jeszcze nie mam.
Mam nadzieję nosić go dumnie wiosną, latem i jesienią.

Robótki robótkami, a porządki świąteczne zrobić trzeba. Pozdrawiam



czwartek, 2 marca 2017

Zapach wiosny

Już powietrze pachnie wiosną, słonko świeci wysoko, ptaszyny śpiewają, aż w sercu robi się ciepło. Prześladują mnie wiosenne kolory - żółty, pomarańczowy i zielony. Powstały więc jajkowe ubranka.

Żółte niedokończone jeszcze. Powstała też "mleczykowa" poduszka.
Jest radosna i bardzo wiosenna. Na warsztacie druga - "nagietkowa" z pomarańczowym środkiem.
Będzie komplet. Więc już prawie ubrałam dom w słoneczno-zielone barwy wiosny. Zrobiło się radośnie. Ozdobiłam świeczki wstążkami, a do świeczników mosiężnych kupiłam zielone świeczki.
Już myślę nad poduchami letnimi, choć te mogą być do jesieni.
Dzisiaj wiało i było burzowo, słońce, a potem ciemne chmury. No cóż, w marcu jak w garncu - mówi przysłowie. garderobę mam na wiosnę, jeszcze skończę bezrękawnik czerwony, ale poduszki kwiatkowe wciągnęły mnie totalnie. Zaczęłam jeszcze żółtą serwetę tulipanową, może skończę.
Robię z koronka prutego i nie bardzo misie podoba, może jak skończę i wypiorę. Zobaczę, choć robię bez przekonania.







sobota, 25 lutego 2017

W pogoni za wiosną

Wiecie już, że ciągle za czymś gonię. Tym razem za wiosną. Dzisiejsze słonko tak pięknie rozświetliło świat oraz moją duszę. Zrobiło mi się weselej i postanowiłam zmienić salonowe dekoracje na wiosenne. Zrobiłam żółtego ptaszka, wyciągnęłam serwetki, zrobione daaaawno temu, ale bardzo pasowały do mojej wizji.
Serwetki w kolorach żółtym i zielonym, bukiet wiosennych kwiatów i stroik odmieniły mój salon.







Zdjęcia co prawda nie oddają w pełni kolorystyki i słońca, ale jestem zadowolona. Dziewczyny na FB robi koszulki na jajka więc udzieliło się i mnie. Mam zielony kordonek i żółty, więc utrzymam kolorystykę.
Więc będzie jajkowo, serwetkowo, może zrobię taką z zającami. Wena wróciła!!!


piątek, 24 lutego 2017

W pogoni za weną

Goniłam już za rozumem, goniłam za miłością, a teraz za czym gonię? Za weną. Przeglądałam swoje pudła wstydu i znalazłam swetroszal zaczęty ze 2 lata temu chyba. Mam połowę a ma być 2,5 m szczęścia.
Robiony z akrylu z kilku niteczek różowych z popielem. Musze skończyć, leży i czeka... na wenę.
Z podobnego akrylu w kolorze fuksji robię swetrochustę.

Do pach ma być 66 cm, na szerokość jakieś 1,5 m więc ciągnie się niemiłosiernie. Zaklinam wenę, żebym dotrwała.
A ponczo? a ponczo turkusowe czeka na ... wenę co z dołem. Frędzle odpadają więc co?
Jeszcze nie wiem. Robię bo robię, ale proszę weno wróć! Oglądam wzory i jeszcze gorzej, bo znów chcę zacząć nowy projekt.
Wiosna za pasem więc coś lekkiego by się przydało. No właśnie lekki czerwony bezrękawnik czeka na przód. Chyba mam spierdołowacenie przedwiosenne. Też tak macie?



piątek, 17 lutego 2017

W pogoni za miłością

W pogoni za rozumem już było, więc czas na pogoń a miłością. Nawet bardziej gonimy za miłością, niż rozumem, bo właściwie miłość rozum odbiera. Świętujemy ten dzień, choć właściwie dostaję od męża prezenty bez okazji i czuję się dowartościowana, dopieszczona i zauważona. Przeważnie dostaję biżuterię lub perfumy. W tym roku perfumy, moje ukochane. Przy śniadaniu taki widok:
Mój mąż też dostał wodę kolońską i dezodorant oraz wieeeelką, gorzką czekoladę. To święto sprawia, że cały dzień myśli się o miłości, zastanawia się nad związkiem, zmusza do refleksji, przynajmniej mnie. Bo o związek trzeba dbać, jak o kwiaty, potrzeba wiele cierpliwości oraz pracy zwłaszcza nad sobą. A często w miłości jesteśmy egoistami, nie wiedząc, ze miłość nie jest dana na zawsze. Jeśli się ją zaniedbuje - obumiera. Potrzeba nawet małych gestów - niedzielna kawa, którą mąż mi robi, nie szkodzi, że posłodzona 3 łyżeczki, ale zrobiona z miłością, buziak jak wychodzimy do pracy, przytulas, jak się nam coś udało. Człowiek musi czuć, że jest kochany, choć w tym zabieganym świecie o to trudno. Wiadomo, że nie można żyć w permanentnej ekstazie, bo i tak dopadnie nas szara rzeczywistość, ważne żeby ta rzeczywistość miała 256 odcieni szarości.
My jesteśmy jak te koty, czasem się droczą, mają fochy, ale zawsze mogą na siebie liczyć, choćby nie wiem co się działo.
A wieczorkiem szampan i dłuuugie Polaków rozmowy o życiu, o nas...
Kończę bezrękawnik czerwony, ale coś mi nie idzie. Znudził mi się. Ponczo turkusowe czeka na frędzle - brak pomysłu. A w głowie już świta taki o to twór z chusty. Mój będzie z rękawami w kolorze fuksji.
Wzór wykorzystam ze swetroponcza czerwonego. Dziś zrobię fotki.

niedziela, 12 lutego 2017

W pogoni za rozumem

Ja filmowa Brigit Jones gonię za rozumem, wiem, że mam niedokończone prace, a zaczynam nowe. Z czego to się bierze? A otóż mianowicie z tego, że rękodzieło jest bardzo pracochłonne, a chciałoby się mieć tę rzecz już, natetntychmiast gotową do założenia, pokazania światu, ze mam, zrobiłam! A tu mijają godziny, dni na dzierganiu, często się pruje i wraca do punktu wyjściowego. To naprawdę ciężka praca robić i czekać na efekt końcowy. Nieczęsto jednak jest i tak, że zrobimy coś i nie bardzo nam "leży" i odbiega od wymarzonego "dzieła", a wtedy chcesz się zastrzelić, popełnić sepuku, "nierobić" nic więcej. Wtedy rzecz idzie do recyklingu lub leży w "szufladzie wstydu". Ale to jest wpisane w ryzyko szydełkowe czy drutowe. Więc na nic tu rozum, więc po co go gonić. Lubię być taka.
N warsztacie turkusowe  ponczo, fajnie się robi, w miarę szybko, robię wieczorami ok 4 elementy.
Mam wyrzuty sumienia, że tyle rzeczy pozaczynanych czeka w kolejce do... Właśnie do czego?
Przeglądając magiczną szafę znalazłam swetroszal sprzed roku lub lepiej, ponad połowa zrobiona i tu moge się usprawiedliwić, że dłuuuuga robota bo 2,5 m więc mnie zniechęciło. Ale szkoda mi go bo fajny na lato lub jesień, pełny wariacji i różnych sposobów noszenia.
Moja szafa magiczna, te szpule to przędza akrylowa z której teraz robię, bordowy ogonowiec, ponczo i sukienka oraz bezrękawnik i turkusowe ponczo są właśnie z takiej przędzy, robione w 2 nitki. Jest bardzo wydajna.
Patrzę na czerwony bezrękawnik i muszę go skończyć, kawałek tyłu i przód i już koniec. Może dziś się zmobilizuję. Po obiadku, naprawdę, będę dziergolić tylko nie wiem co. Miłej niedzieli.


środa, 8 lutego 2017

Następny projekt za mną.

I znów skończony projekt. lubię ten stan, ostatnie oczka, ostatnie niteczki, frędzle i machnięcie szydełkiem.
I jest, takie jak chciałam, melanż fioletu z bordem.

Fotograf jak zwykle mój mąż, dzielnie wspierający moje szydełkowe wytwory. Frędzle dały mi popalić, robiłam je 2 dni.Ale już za mną, choć nie całkiem bo na warsztacie następne - turkusowe.
Wzorek nieco inny bardziej wiatraczkowy, aczkolwiek tyle samo rzędów. Póki co czerwony bezrękawnik leży i kwiczy. W pracy już sezon na zaproszenia komunijne i się posypało.



Cały czas jeszcze wymyślam wzory, bo te zeszłego roku już mi się nie podobają. Ponadto dostałam zmówienie, które było sporym wyzwaniem. Otóż karta na 80-te urodziny osoby duchownej. Nie chciałam iść w krzyże, różańce i za bardzo epatować religią, bo to przecież normalny człowiek. W końcu poszłam w vintage i jestem bardzo zadowolona z tej karty.

Dorobiłam kopertę do kompletu i wyszło powiem nieskromnie - super. Osoba, która zamówiła była zadowolona. I ja z siebie również.
Do tego jeszcze Walentynki, już tez projektuję kubeczki, plakaty do antyramy i inne drobiazgi. Jednym słowem pracowicie i jak przychodzę do pracy, otwieram laptopa i zaraz jest 15.30 ani się nie obejrzę. Ale cieszę się, bo udane realizacje i dalsze zamówienia motywują do działania i mam cięgle wenę twórczą. Nic więcej nie potrzebuję. Pozdrawiam wszystkich.