piątek, 21 lipca 2017

Lawendowo

Uwielbiam lawendę i zawsze mam w ogródku, lecz nie zawsze przetrwa zimę, więc stale dokupuję. Lawendowe pola w Prowansji są dla mnie tak abstrakcyjne jak Szmaragdowy Gród Czarnoksiężnika. Kupiłam znów 3 doniczki, ale mąż stwierdził, żeby umieścić ją w salonie na parapecie, będzie pachniała. i to zainspirowało mnie do zmian w salonie. Do sklepu, lawendowa świeczka, wstążki, sztuczne kwiaty do wazonu i wieniec. Szybka metamorfoza, dawno temu zrobiłam poduchę w lawendowe kwiaty i tak leżała sobie. A teraz jak znalazł. Podobnie jak lawendowe osłonki na doniczki i osłonki w lawendowy decoupage. Skąd ja to wszystko mam? Kiedy to przytargałam? Sama nie wiem, ale miewam różne okresy, żółte, lawendowe, zielone. Wstążki posłużyły przy zdobieniu świeczek oraz stroika. I tak w kilka minut salon zmienił swe oblicze. Na parapecie zadomowiła się panna butelkowa w lawendowym kolorze zrobiona dawno temu. Teraz pasuje idealnie.






Czerwona bluzeczka zmierza ku końcowi, zostały rękawy i wykończenie.

Mam zamiar dzisiaj skończyć, na dworze pada więc pogoda na dzierganie idealna.


piątek, 14 lipca 2017

Pełnia szczęścia i Bohemian mode

Do pełnej metamorfozy pracowni brakowało oklejonej szafy. Oczywiście małż wydrukował i przykleił. Zostały mi kawałki, z których wycięłam kwiatki i przykleiłam na panelach.



Teraz jestem zadowolona i zrobiło się tak jasno, a zieleń ścian nie przytłacza. Motyw wydrukowałam i powiesiłam jako obrazek. Zakupiłam w Rumento przędzę akrylową te magiczne szpule, które się nie kończą, ale wybór kolorów słaby. Kupiłam więc dwa odcienie pudrowego różu i już mnie paluszki świerzbią na coś nowego.

Przeglądając internet natknęłam się na wspaniałe projekty w tzw. Bohemian style lub Bohemian mode i odkryłam cudowne rzeczy wprost dla mnie , jakie cudowne.


Koronki, falbanki, kwiaty, kapelusze, belle epoque. Cudowne, oglądałam i oglądałam nie mogłam przestać.
Ja to uwielbiam po prostu.
A jeszcze znalazłam kołowiaczek w kolorkach, które mam, bordo, a teraz dołączyły różowe.
Za dużo inspiracji, jak na jeden dzień.


wtorek, 11 lipca 2017

Inspiacje czyli decoupage dla leniwych.

Odnowiony taborek mnie zainspirował, oglądałam go dumna jak paw i wtedy mnie olśniło, że przecież mogę tak samo odnowić meble w pracowni. Chciałam, zeby była bardzo kobieco, koronkowo-falbankowo-różana. Mąż powiedział - "Mówisz i masz"- po czy poszedł do swojej pracowni i wrócił z zadrukowaną rolką, wyglądał jak Mały Książe wśród róż. Dzisiaj poodkręcaliśmy drzwiczki, odtłuściłam benzynką i do dzieła. Półtorej godziny później oczom ukazał się widok że tak powiem "różany".





Od razu zrobiło się jaśniej, weselej i bardzo babsko. Została jeszcze szafa, ale to na jutro. Ściany są miętowe, trochę zimne, więc te kwiaty ociepliły wnętrze. Lubię ciągle coś zmieniać, więc z pewnością to nie koniec metamorfozy. Marzą mi się pudła w różyczki i inne dodatki. Na dziś mam dość, może ze dwa elementy machnę, żeby nie było, ze nie robię.

Robi się ponczo i następna bluzeczka.

niedziela, 9 lipca 2017

Metamorfoza

Chciałam trochę odpocząć od dziergania, ale tylko trochę. M am stary stołek, po mojej cioci Neli, nie miała swoich dzieci, więc swe uczucia przelewała na mnie. Uwielbiała mnie a ja ją. Jak przychodziłam do niej jako dziecko siadałam na tym stołku, a ona karmiła mnie startym jabłkiem z cynamonem. Opowiadała historie, śpiewała mi piosenki, miała dużo bibelotów. I w sadku ostał mi się stołek. Lubie dokonywać zmian w domu, ciągle coś przestawiam, zmieniam, bawię się dodatkami. Teraz padło na sypialnię, gdzie króluje tapeta w róże i różowy kolor. Pomalowałam stołek na różowo farbą akrylową, a blat mąż wydrukował mi na folii samoprzylepnej. Efekt bardzo mi się podoba.




Nie wiem dlaczego, ale przywiązuje się do sprzętów, mebli, a stary mebel w nowej odsłonie może być sto razy lepszy od nowego, bo ma duszę. Niedziel się jeszcze nie skończyła, więc nie wiem co jeszcze wymyślę.

piątek, 7 lipca 2017

Coś się kończy i coś się zaczyna

Każdy szydełkowy projekt to jest przygoda, fajniejsza lub mniej, zależy od skomplikowania. Nastawiamy się psychicznie, przygotowujemy do działania i dalej szydło w dłoń. Te przygody trwają krócej lub dłużej, inne wcale sie kończą, gdyż rzecz owa nieskończona trafia do "szafy wstydu" i leży na wieczność. Inne zaś kończymy szybko, zachłannie chcąc już założyć ciuch i paradować. Dziergamy pieszcząc w palcach włóczkę, dotykamy, mierzymy, oglądamy i nie możemy się doczekać końca. A potem przygoda się kończy i co dalej? Czasem już w trakcie planujemy następna, albo robimy jednocześnie, czyli jesteśmy na kilku "levelach". Albo jesteśmy na rozdrożu, nie wiemy co robić dalej. Teraz mam taką fazę, wszystkie przygody kuszą, a nie mogę się zdecydować, i ta fajna i ta nęci. Wiem jedno, że zawładnęły mną elementy i jeszcze kilka rzeczy z nimi zrobię. Cieniowane ponczo czeka na zakończenie przygody.



Jestem bardzo zadowolona, ubrania z tego akrylu są bardzo lekkie i delikatne. Wyszło tak jak chciałam. robiło się przyjemnie i szybko. Razem 68 elementów.
Często pytacie jaka to włóczka, więc zrobiłam zdjęcie moich magicznych szpul, które się nie kończą.
To czerwony, dwa odcienie bordo i fioletowy. Kupiłam je dość dawno w Rumento. to dzięki nim uzyskałam takie ciekawe odcienie. Obiecałam zdjęcie bluzeczki z "wsadem", więc jest, mój nadworny fotograf robi mi teraz namiętnie fotki.


Ładnie wygląda z białą bluzką. naprawdę to była wielka przyjemność i wielka przygoda.
Teraz mam rozedrganie szydełkowe, nie wiem co mam robić, ale chyba elementy zwyciężą. I zwyciężyły, zaczęłam nową przygodę, mam dopiero próbkę.
Element jest większy tego w bluzeczce. Ładnie wychodzi, robię melanż czerwona nitka i bordowa.


niedziela, 2 lipca 2017

Czy to monotonia?

Znów niedziela, czas leci szybko, za szybko. Czy to monotonia? W jakiem sensie tak. Te same czynności, te same sytuacje, tylko my już w innym wymiarze. Nic odkrywczego, kogo bym nie spotkała, to narzeka na brak czasu. Praca, dom, ogród, relaks, odpoczynek, sen.
Dobrze, ze mam mój dziergadłowy świat, świat nitek, wstążek, kłębków, gdzie czas się zatrzymał, świat wstrzymał oddech. Moja pracownia, mój azyl, mój bałagan, moje królestwo. Tu powstają moje projekty, rodzą się inspiracje, frustracje, nadzieje.

Bluzeczka już finiszuje, zostały rękawy i wykończenie, pochowanie nitek.
Bardzo mi się podoba efekt końcowy i jest dokładnie taki jaki chciałam uzyskać. Myślę że ta koronka co jest w oryginale doda jeszcze uroku.
W pracy tez wciąż nowe projekty, Klienci mają spore wymagania, a to zobowiązuje do ciągłego poszukiwania i tworzenia nowych produktów. Lubię się uczyć, jak tylko w pracy jest trochę czasu to wykorzystuje go na naukę. Ostatnio nauczyłam się nowej karty tzw. "sztalugowej". Nie jest trudna, a prezentuje się znakomicie. Klienci przyjęli nowy wzór z entuzjazmem. Powstała więc łowicka - folkowa



i taka w stylu retro


Nietypowym zamówieniem była karta gratulacyjna z okazji przejścia na emeryturę.
Myślę, że się spodoba. Właśnie wyszło słonko, jest popołudnie, a niedziela przywitała deszczem i chłodem.